Wrodzone wady serca u dorosłych – ASD/PFO

Z wrodzonymi wadami serca najczęściej mają do czynienia kardiolodzy dziecięcy. Niektóre z nich mogą jednak nie dawać objawów w dzieciństwie i dopiero w wieku dojrzałym, niekiedy przypadkowo, pacjent dowiaduje się o wadzie.

Zaczniemy od ubytku w przegrodzie międzyprzedsionkowej (ASD, atrial septal deffect) oraz przetrwałego otworu owalnego (PFO, persistent foramen ovale). Dlaczego omawiam je wspólnie? Otóż wady te są leczone podobnie, a przez to czasem mylone lub ich nazwy są używane wymiennie – oczywiście jak się za chwilę przekonacie – niesłusznie.

ASD czyli ubytek w przegrodzie międzyprzedsionkowej jest jedną z najczęstszych wad serca. Powstaje ona w czasie życia płodowego, w momencie kiedy tworzy się przegroda międzyprzedsionkowa. W zależności od lokalizacji można wyróżnić 4 typy ubytku:

  • ASD I czyli ubytek typu otworu pierwotnego
  • ASD II czyli ubytek typu wtórnego – występuje najczęściej i to ten typ będę omawiała dokładniej
  • ASD-sv czyli ubytek typu zatoki żylnej
  • ASD-cs – ubytek typu zatoki wieńcowej

ASD II zwykle zamyka się sam w okolicach 1 roku życia. Niezamknięty powoduje możliwość przepływu krwi z lewego przedsionka do prawego, a co za tym idzie zwiększenie przepływu przez krążenie płucne, powiększenie jam prawego serca, rzadko nadciśnienie płucne.

PFO czyli przetrwały otwór owalny to pozostałość po krążeniu płodowym. Po urodzeniu, kiedy ciśnienie w lewym przedsionku zaczyna rosnąć i przekracza ciśnienie w przedsionku prawym, zamyka się zastawka otworu owalnego, a w ciągu kilku tygodni sama szczelina zarasta, jej pozostałością jest tzw dół owalny. Patrząc na rycinę poniżej zwróćcie uwagę, że PFO jest otworem pomiędzy częściami przegrody, które zachodzą na siebie.

Do zarośnięcia nie dochodzi u około 25% osób, a zatem może mieć u nich miejsce przeciek, czyli przepływ krwi z prawego do lewego przedsionka. Zwykle do tego przecieku dochodzi jednak w szczególnych sytuacjach – na przykład przy zwiększeniu ciśnienia w prawym przedsionku – przy parciu, podnoszeniu ciężarów, kaszlu.

Źródło ryc. kidshealth.org

OBJAWY

U dorosłych wady mogą długo pozostawać bezobjawowe i manifestować się jako pogorszenie tolerancji wysiłku, duszność, kołatania serca – a więc objawy niespecyficzne.

Obecność połączenia między przedsionkami może też prowadzić do wystąpienia tzw. zatorów skrzyżowanych. Oznacza to, że skrzeplina, która powstanie np. w układzie żylnym czy w jamach prawego serca może przemieścić się do lewego przedsionka, następnie lewej komory i do układu tętniczego powodując np. udar mózgu. W przypadku PFO podejrzewano również związek obecności tej wady z migrenami, jednak najnowsze badania nie potwierdziły tych doniesień.

DIAGNOSTYKA

Zwykle diagnozę można postawić wykonując echo serca przezklatkowe lub w razie wątpliwości przezprzełykowe. W tym drugim badaniu dodatkowo można ocenić czy chory ma odpowiednie warunki anatomiczne do przezskórnego zamknięcia ubytku. W trakcie badania przezprzełykowego można wykonać próbę z “kontrastem” – podać dożylnie niewielką ilość wstrząśniętej soli fizjologicznej (wstrząśniętej po to, by wytworzyły się bąbelki). Pacjent wykonuje próbę Valsalvy (wytężony wdech przy zamkniętej głośni – jak np. przy parciu), a echokardiografista ocenia czy i w jakim stopniu kontrast przechodzi przez ubytek w przegrodzie międzyprzedsionkowej.

LECZENIE

ASD II można leczyć operacyjnie lub za pomocą zabiegów kardiologii interwencyjnej zamykając otwór zapinką wprowadzaną przez żyłę udową. Leczenie przezskórne jest leczeniem z wyboru, co oznacza, że zawsze będziemy dążyć do wykonania właśnie takiego zabiegu. Należy ono oczywiście rownież do mniej inwazyjnych, jednak nie każdy ubytek można zamknąć właśnie tak. Jeśli ASD jest bardzo duży, albo nie posiada “rąbka”, o który można zahaczyć zapinkę, taki zabieg nie będzie możliwy do przeprowadzenia.

Wskazaniem do zamknięcia ASD u dorosłego będzie istotność ubytku, można go rownież rozważyć u pacjentów po przebytym zatorze skrzyżowanym.

Tak wygląda zapinka Amplatzer

W trakcie zabiegu poprzez żyłę udową wprowadza się ją “schowaną” w prowadniku i dopiero po przeprowadzeniu go przez otwór w przegrodzie międzyprzedsionkowej rozkłada i pozycjonuje. W trakcie zabiegu pacjent jest przytomny, znieczulony miejscowo (w miejscu wkłucia w pachwinie), a pozycjonowanie zapinki odbywa się pod kontrolą przezprzełykowego echo serca (sonda do echo jest w przełyku pacjenta) i angiografii.

Tak wygląda zapinka tuż przez odłączeniem systemu doprowadzającego.

AKTYWNOŚĆ FIZYCZNA

U pacjentów bez objawów nie ma przeciwwskazań do aktywności fizycznej. U tych chorych, u których pojawiły się zaburzenia rytmu serca, nadciśnienie płucne – wysiłek musi być ograniczony.

CIĄŻA

U pacjentek bez powikłań (nadciśnienia płucnego) ryzyko związane z ciążą nie jest duże. W przypadku wady powikłanej nadciśnieniem płucnym ciąża jest przeciwwskazana.

Bibliografia:

Wytyczne Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego dotyczące leczenia dorosłych pacjentów z wrodzonymi wadami serca. Kardiol Pol 2010; 68 (supl. IX)

Pani doktor jestem w ciąży, czy mogę biegać? – punkt widzenia kardiologa i wytyczne ginekologiczne cz. 1

Przyznam szczerze, że zajmowanie się kobietami w ciąży dla lekarza, który nie jest ginekologiem położnikiem to pewne wyzwanie. Lekarze innych specjalności często “boją się” leczenia kobiet w ciąży. Jako kardiolog mam do dyspozycji wytyczne Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego dotyczące chorób serca u kobiet w ciąży, ale nie każdą ciężarną można “wtłoczyć” w ramy standardów, każda pacjentka musi być traktowana indywidualnie. Na szczęście ginekolodzy też mają swoje wytyczne, w tym i takie, które dotyczą właśnie poruszanego dziś przeze mnie tematu – aktywności fizycznej kobiet w ciąży.

Wpis okazał się na tyle obszerny, że podzieliłam go na 2 części.

Słowo o fizjologii…

Na początek trochę fizjologii – w ciąży czynność serca matki wzrasta od 20 tygodnia do mniej więcej 32 tygodnia, a zaczyna spadać kilka (2 – 5 dni po porodzie). Dochodzi do zwiększenia rzutu serca (do 6l/minutę w 32 tygodniu ciąży), pogrubienia ścian serca, zwiększenia objętości krwi krążącej (o 1,5 litra w 32 tygodniu ciąży). Jednocześnie zmniejsza się opór naczyń obwodowych. W układzie oddechowym wzrasta wentylacja minutowa, zmniejsza się zaś rezerwa płucna, zwiększeniu ulega maksymalny pułap tlenowy (VO2max). Nie bez znaczenia dla biegającej przyszłej mamy są również zmiany w tkance łącznej spowodowane hormonami. W ciąży dochodzi do rozluźnienia więzadeł i mięśni oraz zmian w stawach, a zatem istnieje większe ryzyko kontuzji. Pogłębia się lordoza odcinka lędźwiowego kręgosłupa, co może powodować bóle pleców.  Wymienione przeze mnie procesy mają w większości przygotować organizm kobiety na poród, są normą, choć niekiedy mogą niepokoić, zwłaszcza w pierwszej ciąży.

Zmiany fizjologiczne, o których wspominałam wcześniej znacznie łatwiej będzie znieść kobietom, które wcześniej uprawiały sport, a serce przyzwyczajone jest do okresowej pracy z przyspieszonym tętnem. Panie, które nie trenowały mogą odczuwać nieprzyjemne kołatania serca czy duszności. Z własnej praktyki wiem, że to dość częsty powód wizyty zaniepokojonej ciężarnej u kardiologa.

Kobietom, które nie trenowały biegania nie zaleca się rozpoczęcia uprawiania tego sportu w ciąży. Zatem jeśli wcześniej nie biegałaś, a z obaw przed nadmiernym przyrostem masy ciała czy zwykłej chęci zwiększenia aktywności fizycznej dla zdrowia swojego i dziecka postanowiłaś zacząć właśnie teraz – nie angażuj się w intensywne treningi.

Wytyczne Amerykańskiego Towarzystwa Położników i Ginekologów porządkują nam kwestie związane z przeciwwskazaniami i wyborem właściwej aktywności fizycznej.

Wydolność organizmu w ciąży

Z uwagi na zmiany zachodzące w organizmie kobiety ciężarnej i reakcji organizmu na wysiłek fizyczny, podejmowanie wysiłków w oparciu o tętno nie jest zalecana. Lepszym wyborem jest skala oceny zmęczenia Borga (od 6 punktów – zupełnie niezmęczona do 20 punktów – maksymalne wyczerpanie). Istnieją również badania dowodzące, że nałożenie się zmian fizjologicznych zachodzących w ciąży oraz regularnych treningów daje znacznie lepsze efekty niż trening u kobiety niebędącej w ciąży 😉

Bezwzględne przeciwwskazania do ćwiczeń aerobowych w czasie ciąży

  • Ciężka niedokrwistość
  • Hemodynamicznie istotna wada serca
  • Choroba płuc powodująca restrykcję
  • Stan przedrzucawkowy lub nadciśnienie tętnicze indukowane ciążą
  • Niewydolność cieśniowo-szyjkowa
  • Ciąża mnoga zagrożona porodem przedwczesnym
  • Utrzymujące się krwawienie w II i III trymestrze ciąży
  • Łożysko przodujące po 26 tygodniu ciąży
  • Przedwczesne pęknięcie błon płodowych

Względne przeciwwskazania do ćwiczeń aerobowych w ciąży

  • Niedokrwistość
  • Nieokreślona arytmia u matki
  • Przewlekłe zapalenie oskrzeli
  • Źle kontrolowana cukrzyca typu 1
  • Otyłość patologiczna (BMI > 40)
  • Skrajna niedowaga (BMI < 12)
  • Siedzący tryb życia przed ciążą
  • Poród przedwczesny w wywiadze
  • Ograniczenie wzrostu wewnątrzmavcicznego płodu
  • Źle kontrolowane nadciśnienie tętnicze
  • Ograniczenia ortopedyczne
  • Źle kontrolowana choroby przebiegające z drgawkami
  • Źle kontrolowana nadczynność tarczycy
  • Ciężki nikotynizm

Bezpieczne aktywności w ciąży:

  • Spacery
  • Pływanie
  • Rowerek stacjonarny
  • Joga (tutaj uwaga na pozycje, które mogą powodować zmniejszony powrót żylny
  • Pilates
  • Bieganie (u kobiet biegających przed ciążą)
  • Trening siłowy (u kobiet trenujących siłowo przed ciążą)

Aktywności zabronione w ciąży

  • sporty kontaktowe
  • sporty wiążące się z dużym ryzykiem upadku (m.in. narty wodne, narciarstwo zjazdowe, surfing, jazda konna, gimnastyka)
  • nurkowanie
  • “hot joga”

Amerykańscy eksperci podkreślają, że aktywność fizyczna kobiet ciężarnych wiąże się z niewielkim ryzykiem, a korzyści z niej (oczywiście u pacjentek bez wymienionych wyżej przeciwwskazań) są odczuwalne u większości z nich. Otyłe ciężarne, które się ruszają mają mniejsze ryzyko cukrzycy ciążowej, a przyrost masy ciała jest mniejszy.

W wielu klubach fitness organizowane są zajęcia dedykowane właśnie kobietom w ciąży, dobry trener na pewno dobierze odpowiednie ćwiczenia. Każda pacjentka jest inna, więc o zgodę na kontynuowanie aktywności fizycznej koniecznie spytaj swojego ginekologa.

Bibliografia:

Physical activity and exercise during pregnancy and the postpartum period. Committee Opinion No 650. American College of Obstetricians and Gynecologist. Obstet Gynecol 2015; 126:e135-42.

Bręborowicz G. Położnictwo i ginekologia, PZWL 2012

Nagła śmierć sportowca – co amator powinien wiedzieć?

To zawsze bardzo przykre, kiedy po biegu czy wyścigu na stronie czy fanpage organizatora ukazuje się czarno-biała informacja informująca o śmierci zawodnika… Ze względu na tajemnicę lekarską media zwykle otrzymują tylko krótkie, lakoniczne informacje co było przyczyną zgonu. Jeśli kiedykolwiek zastanawialiście się co takiego mogło się wydarzyć i czy była jakaś szansa, żeby zapobiec takiemu zdarzeniu zapraszam do lektury.

Skala problemu

Według statystyk w biegach maratońskich do zgonu dochodzi u 1 na 50 tysięcy biegaczy. Czy to dużo? Biorąc pod uwagę, że w biegach powinni startować najzdrowsi przedstawiciele społeczeństwa a aktywność fizyczna jest uznawana za jeden z najważniejszych czynników w prewencji m.in. chorób serca, takie zdarzenia nie powinny mieć miejsca. Z drugiej strony w polskich biegach nie są wymagane żadne zaświadczenia od lekarza ani badania, uczestnicy podpisują tylko oświadczenie, że biorą udział w zawodach sportowych na własną odpowiedzialność. W praktyce może zatem dojść do sytuacji, w której pacjent po zawale serca nie mówi swojemu lekarzowi o planie przebiegnięcia np. półmaratonu i staje na starcie biegu… Z drugiej strony wśród amatorów biegania czy triathlonu można spotkać osoby po przeszczepieniach narządów.

Najczęstsze przyczyny nagłych zgonów sercowych u sportowców

Choroba niedokrwienna serca 

Jest to niedostateczne zaopatrzenie mięśnia sercowego przez krew – najczęściej wynika z choroby wieńcowej powodującej zwężenia tętnic doprowadzających krew do serca. Nieco rzadsze przyczyny to m.in. skurcz tętnicy wieńcowej (na przykład spowodowany niektórymi substancjami czy lekami – np. kokainą), wady tętnic wieńcowych, istotna niedokrwistość, tachykardie, bardzo niskie ciśnienie tętnicze. Jest przyczyną 80% zgonów u osób powyżej 35 roku życia. W przypadku choroby wieńcowej czasem daje ona wcześniej objawy – pogorszenie tolerancji wysiłku, bóle w klatce piersiowej towarzyszące aktywności fizycznej, duszności. Może być jednak i tak, że pierwszą manifestacją choroby wieńcowej jest właśnie nagły zgon sercowy.

Wady wrodzone serca

Nie wszystkie wady wrodzone mają tak ciężki przebieg, że ujawniają się w dzieciństwie. Istnieje grupa takich, które mogą dać o sobie znać dopiero po pewnym czasie, zwłaszcza w warunkach wzmożonego wysiłku fizycznego. Uważa się, że jest to jedna z częstszych przyczyn zgonów u sportowców poniżej 35 roku życia.

Kardiomiopatia 

Kardiomiopatia to choroba dotycząca samego mięśnia sercowego. Stanowi ona najczęstszą przyczynę nagłych zgonów sercowych związanych z wysiłkiem. Kardiomiopatia przerostowa (HCM, hypertrophic cardiomiopathy) to choroba dziedziczna, charakteryzująca się istotnym przerostem mięśnia lewej komory. Diagnoza choroby stawiana jest na podstawie badania echo oraz EKG (u ponad 90% osób dotkniętych tą chorobą już w spoczynkowym badaniu EKG widoczne są nieprawidłowości). Warto podkreślić, że zgony sportowców w tej chorobie są częstsze w przypadku uprawiania dyscyplin takich jak koszykówka czy piłka nożna, rzadkie natomiast w wytrzymałościowych (kolarstwo, bieganie). Niemniej jednak osoba z HCM musi być pod opieką kardiologa.

Drugą kardiomiopatią będąca przyczyną zgonów u sportowców jest arytmogenna kardiomiopatia prawej komory (ARVC). W uproszczeniu ta rzadka (1/1000 osób w populacji ogólnej) choroba polega na zamianie tkanki mięśniowej serca na włóknisto-tłuszczową. Wysiłek fizyczny nasila te zmiany i stwarza zagrożenie wystąpieniem groźnych zaburzeń rytmu serca aż 5-krotnie w porównaniu do osób prowadzących siedzący tryb życia. 

Kardiomiopatia rozstrzeniowa polega na poszerzeniu jam serca i ścieńczeniu ściany mięśnia sercowego, co powoduje zaburzenia funkcji serca i prowadzi do jego niewydolności, zaburzeń rytmu serca i, w przypadku braku właściwego leczenia, zgonu. 

Anomalie tętnic wieńcowych 

U zdrowego człowieka tętnice wieńcowe (najbardziej typowo są to: prawa tętnica wieńcowa oraz pień lewej tętnicy wieńcowej dzielący się na gałąź okalającą oraz gałąź przednią zstępującą) odchodzą od początkowej części aorty wstępującej. Ich zadaniem jest zaopatrywanie mięśnia sercowego w krew. Rzadko, ale zdarza się, że zamiast od aorty naczynie wieńcowe odchodzi od pnia płucnego. 

Zapalenie mięśnia sercowego

O zapaleniu mięśnia serca pisałam już na blogu. Przyczyną zapalenia mięśnia serca najcześciej są choroby wirusowe. Tak, nawet zwykła, niby banalna infekcja dróg oddechowych, zaniedbana i przechodzona może mieć poważne powikłania niejednokrotnie prowadząc do rozwoju niewydolności serca. W skrajnych przypadkach pacjenci wymagają wspomagania funkcji lewej komory czy transplantacji serca. 

Wstrząśnienie serca 

U młodych sportowców (średnia wieku 14 lat) jedną z głównych przyczyn nagłego zgonu może być migotanie komór wywołane uderzeniem w okolicę serca. Takie uderzenie może wyglądać niegroźnie i przebiegać bez urazu żeber czy mostka, ale jest w stanie wywołać wspomnianą przeze mnie arytmię.

Zaburzenia rytmu serca

Najczęściej są to komorowe zaburzenia rytmu serca (częstoskurcz komorowy i migotanie komór) mogące pojawić się jako kliniczna manifestacja choroby serca dotychczas przebiegającej bez objawów. Dodatkowymi czynnikami mogącymi promować wystąpienie arytmii jest stres i rywalizacja (działanie katecholamin), wysiłek fizyczny, zaburzenia jonowe wynikające z odwodnienia.

Czy można zapobiec tragedii? 

Poza badaniami przesiewowymi poprzedzonymi dokładnym wywiadem lekarskim, co powtarzam do znudzenia, istotne znaczenie ma EDUKACJA sportowców amatorów. Dostrzegam tu pewien postęp, bo aktualnie znacznie częściej widuję w gabinecie osoby, które trenują i chcą się upewnić czy ze zdrowiem jest wszystko ok. Ale zdarzają się również tacy, którzy dopiero po jakimś przykrym zdarzeniu (np. omdlenie na trasie) postanawiają się przebadać. ZATEM BADAJCIE SIĘ I ZACHĘCAJCIE DO BADAŃ! 

Wypadanie płatka zastawki mitralnej

1. Wypadanie (prolaps) płatka zastawki mitralnej (MVP, mitral valve prolapse) to jedna z najczęstszych wad serca. Polega ona na przemieszczeniu się płatka lub jego fragmentu (albo obu płatków) do lewego przedsionka w momencie skurczu lewej komory.

2. Objawy wady mogą być bardzo różne – od braku dolegliwości poprzez kołatania serca, duszności, dolegliwości bólowe w klatce piersiowej, omdlenia, zawroty głowy.

3. Ostateczne rozpoznanie można postawić na podstawie echo serca – w tym badaniu ocenia się stopień wypadania płatka/płatków, grubość płatków zastawki, obecność fali zwrotnej niedomykalności mitralnej, wielkość jam serca.

4. Dodatkowe badania, które mogą mieć znaczenie to np. Holter EKG celem oceny ewentualnego występowania arytmii.

5. Można wyróżnić dwie postacie wypadania płatka zastawki mitralnej. Pierwsza – kiedy płatki zastawki ulegają pogrubieniu, zwyrodnieniu – w tej postaci częściej zdarza się progresja wady do dużej niedomykalności wymagającej dalszego leczenia zabiegowego. Druga natomiast – bez pogrubienia płatków, zwykle wiąże się z niewielkim stopniem niedomykalności.

6. Pacjenci bez objawów lub skąpoobjawowi, z badaniem echokardiograficznym wskazującym na niewielką wadę mają BARDZO DOBRE ROKOWANIE, bez przeciwwskazań do aktywności fizycznej.

7. Pacjenci z dużą niedomykalnością zastawki, zaburzeniem funkcji lewej komory, komorowymi zaburzeniami rytmu serca, wydłużonym zespołem QT w EKG mają gorsze rokowanie.

8. W przypadku ciężkiej niedomykalności zastawki wskazane jest leczenie zabiegowe: zabieg przezskórny (MitraClip czyli “spięcie” płatków zastawki specjalnym klipsem, który zostaje wprowadzony przeznaczyniowo) lub operacja kardiochirurgiczna.

Bibliografia:

Interna Szczeklika 2018

„Siedzenie to nowe palenie” – czy siedzący tryb życia może doprowadzić do śmierci?

Kiedy myślimy o czynnikach ryzyka choroby wieńcowej do głowy automatycznie przychodzą nam – palenie papierosów, wysoki cholesterol, nadciśnienie tętnicze, zła dieta… i prawidłowo. Mówi się o nich wkoło, więc nawet przeciętnie zorientowany człowiek wskaże przynajmniej jeden taki czynnik. Gdybym jednak spytała kilku pacjentów (a nawet niektórych lekarzy) o jeden z najgroźniejszych, pewnie niewiele osób wpadło by na to, by odpowiedzieć SIEDZĄCY TRYB ŻYCIA.

Mój osobisty rekord w ilości kroków w czasie zwiedzania Neapolu

Pamiętam pacjenta, który na pytanie o aktywność fizyczną głośno się zastanawiał “No tak, rano idę do garażu, wsiadam do auta, wjeżdżam windą do biura i siadam przy biurku. Czasem przejdę się na lunch, na zebranie. W drodze powrotnej do domu znów auto i wieczorem kanapa”. Utrzymywał, że robi maksymalnie 500 kroków dziennie. Znacie takie osoby, które właśnie w ten sposób funkcjonują? A może sami tak żyjecie?

Co takiego złego powoduje siedzący tryb życia?

1. Metabolizm ulega zwolnieniu (aż o 90% w czasie 30 minutowej “sesji” siedzącej).

2. Brak ruchu zwiększa ryzyko otyłości

3. Pojawiają się bóle układu kostno – stawowego, szczególnie bóle pleców, na które skarży się coraz więcej osób

4. Zwiększa ryzyko wystąpienia zawału serca, cukrzycy typu 2.

5. “Dobry” cholesterol (HDL) ulega obniżeniu.

Zdarza się jednak, że pacjent mówi: Nie mam czasu na sport. Nie mam siły po pracy na aktywność fizyczną. Co mogę zrobić dla swojego zdrowia?

Liczy się KAŻDA aktywność:

– rezygnacja z windy

– zamiana auta na rower,

– transport komunikacją miejską i wysiadanie o jeden przystanek wcześniej, żeby się przejść

– parkowanie daleko od wejścia do budynku

– przejście się do współpracownika zamiast wysyłania do niego maila

– biurko, przy którym pracuje się na stojąco

– przerwy w pracy na wstanie zza biurka, przeciągnięcie się, przejście kilku kroków

– picie dużych ilości wody (wymusza spacery do toalety)

– zainstalowanie aplikacji mierzącej kroki

Mnie osobiście motywuje mój zegarek sportowy odmierzający ilość kroków. Założyłam sobie pokonywanie 10 tysięcy kroków, ale teraz, kiedy nadchodzi lato, zamierzam zwiększyć ten limit do 15 tysięcy, ale ja chodzić lubię i do “bilansu” kroków wlicza mi się bieganie.

A może letnie wyzwanie? Codziennie minimum 10 tys kroków? Ktoś się podejmuje?

Czy lekarze stosują się do swoich zaleceń? – mój rachunek sumienia

Jest takie angielskie powiedzenie “practice what you preach” czyli “postępuj zgodnie z głoszonymi zasadami”.

Osobiście uważam, że bardziej wiarygodny jest szczupły dietetyk, który do tego nie kończył dwóch weekendowych kursów tylko studia. Chętniej kupuję u sprzedawcy w sklepie sportowym, o którym wiem, że sam czynnie uprawia sport czy chodzę do kosmetyczki z piękną i zadbaną skórą, a na siłowni wybiorę trenera prezentującego super formę.

A jak to jest z lekarzami? Czy faktycznie dbamy o to, by nasz wizerunek był zgodny z głoszonymi zaleceniami? Czy ja o to dbam?

Jeszcze kilkanaście lat temu lekarz był traktowany niemalże jak Bóg. Mógł być niemiły, czasem nawet chamski, palić jak smok, a i tak pacjenci do niego wracali, trochę nie mieli wyjścia i wyboru. Portale typu Znany Lekarz zastępowały przekazywane sobie między pacjentami opinie.

Pamiętam jak mojego tatę w przychodni w naszym miasteczku przyjmował lekarz, który przy wejściu pacjenta do gabinetu gasił papierosa w stojącej na biurku popielniczce.

W dzisiejszych czasach pacjenci obserwują nas w mediach społecznościowych, sprawdzają opinie, pytają znajomych… często zanim trafią do konkretnego lekarza zostaje on dokładnie “zlustrowany” w sieci. Oczywiście wizerunek w internecie np. na instagramie można dziś łatwo wykreować, co niekoniecznie musi być zgodne ze stanem faktycznym, ale moim zdaniem prędzej czy poźniej prawda wychodzi na jaw 😉

Często jeśli choremu nie spodoba się to jak został potraktowany w gabinecie nie waha się przed wygłoszeniem swojego zdania przy znajomych, w sklepie, tramwaju, ale też w social mediach czy na portalach, gdzie lekarzom przyznaje się gwiazdki. Oceniany jest nawet ubiór lekarza (tak, czytałam takie komentarze o innych).

Mam wrażenie, że ta relacja zaczyna bardziej przypominać układ klient – wykonawca, zwłaszcza w prywatnych przychodniach. Ale to temat na inny wpis 😉

Bardzo chcę uniknąć wygłaszania opinii w stylu “lekarzom nie wypada”. Nie wytykam nikomu z kolegów złej diety ani palenia fajek, nie uważam się za lepszą, bo coś tam sobie biegam. Każdy z nas odpowiada za siebie, buduje swój własny wizerunek. Jednakże ja osobiście mam pewne zasady dotyczące stylu życia, do których się stosuję. Moje własne, prywatne, których się trzymam bo tak lubię i dzięki nim czuję się dobrze.

1. Palenie – nigdy nie paliłam nałogowo, ale zdarzało mi się na studiach i po nich “popalać” na imprezach. Jednak odkąd zaczęłam biegać, mocno te okazje ograniczyłam. Z czasem zauważyłam, że strasznie mi to nie służy i czuję się po prostu źle i śmierdząco. Wizerunek kardiologa, który tłumaczy pacjentowi, że papierosy to największe zło, a potem wychodzi przed przychodnię lub szpital na dymka, zupełnie mi się nie klei.

2. Jedzenie. Kilka lat temu stałam w kolejce do kasy w Biedronce, w koszyku same “zdrowe” rzeczy – jakieś sałaty, mrożonki, i inne takie fit foods a pani kasjerka bacznie mi się przygląda, w końcu zagaduje “Pani jest lekarzem, prawda? Pani mojego męża z zawału leczyła!” Śmiałam się wtedy opowiadając to znajomym, że całe szczęście akurat nie miałam ochoty na dużą czekoladę i chipsy. Odkąd pracuję w przychodni mogę sobie wreszcie pozwolić na regularne posiłki, które mam czas zrobić sobie sama w domu. Raz w tygodniu idę na jakiś tzw. cheat meal, jest to zwykle pizza, którą uwielbiam. Czytam skład tego, co kupuję. Uwielbiam ryby i jem je często, za to nie przepadam za mięsem. Mogę żyć bez słodyczy, chociaż bardzo polubiłam gorzką czekoladę. Moja słabość to chipsy, ale jak już nie mogę się powstrzymać to kupuję te z obniżoną zawartością tłuszczu.

Pizza to mój ulubiony “cheat meal”

3. Aktywność fizyczna. Jestem zdania, że powinna być przepisywana na receptę, mówię serio. Wzorując się na amerykańskich kardiologach czasem młodszym i ogarniętym smartfonowo pacjentom zalecam ściągnięcie aplikacji liczącej kroki lub zakup krokomierza i chodzenie. Proste, ale w dobie siedzenia za biurkiem przez 8-10 godzin udowadnia, że wcale nie trzeba poświęcać mnóstwa czasu na treningi. ZAWSZE pytam pacjentów w wywiadzie o aktywność fizyczną. Często rozmawiamy o sporcie, bieganiu, treningach, kontuzjach, sami mnie zresztą zagadują widząc na nadgarstku sportowy zegarek. A koledzy chętnie podsyłają mi biegających pacjentów. Mam wrażenie, że jestem bardziej wiarygodna, bo sama wiem jak to jest uprawiać sport.

Czerwone wino po półmaratonie? Czemu nie😉

4. Alkohol – artykuł o winie i jego wpływie na serce jest najchętniej czytanym na blogu. Ja osobiście z alkoholi najbardziej lubię właśnie czerwone wino. Nie przepadam za piwem więc nie piję go prawie wcale, a mocniejsze trunki też nie są moimi ulubionymi. Kiedyś zdarzało mi się wypijać kieliszek wina niemal codziennie do kolacji, ale kaloryczność alkoholu mnie odstrasza i teraz piję kieliszek czerwonego raz – dwa razy w tygodniu. Większe dawki znoszę źle, nawet coraz gorzej im jestem starsza, więc unikam 😂

5. Picie. Uwielbiam kawę! Nie ruszam się z domu rano bez wypicia kubka kawy z mlekiem, czasem espresso. Piję 2, maksymalnie 3 dziennie. Nie przepadam za herbatą, mam w domu tylko dla gości, bo sama jej nie piję. Lubię za to ziółka – np. pokrzywę (bo dobra na włosy i paznokcie). Mój podstawowy napój w ciągu dnia to woda – 2 – 3 litry dziennie. Czasem (raz – dwa razy w tygodniu) pozwalam sobie na colę zero w ilości 1 puszki.

6. Work – life balance. Od 1,5 roku nie pracuję w szpitalu, nie dyżuruję, nie zarywam nocek w pracy. Chociaż czasami troszkę brakuje mi szpitala to chyba ciężko byłoby mi teraz wrócić do czasów, kiedy miałam po 10 dyżurów w miesiącu. Teraz z kolei mam bardziej siedzącą pracę, tym bardziej chcę aktywnie spędzać czas poza nią.

7. Waga. Po studiach, na stażu schudłam około 20 kg i od tamtej pory staram się trzymać prawidłową wagę. Jeszcze zdarza mi się łapać na tym, że patrzę na siebie zbyt krytycznym okiem i oceniam “mogłabyś jeszcze schudnąć parę kilo”, ale im jestem starsza tym bardziej lubię swoje ciało i to jak się w nim czuję. Gdzieś tam w głowie jeszcze siedzi mi taki mały strach przed przytyciem, ale przestałam się już porównywać do innych, zwłaszcza lasek z Instagrama 😉

Ja w 2008 vs. 2017 roku

To chyba najważniejsze z moich “przykazań stylu życia”. Nie jestem wzorem, ale w porównaniu do moich nawyków sprzed kilku lat wykonałam sporą pracę, dlatego też wierzę (i staram się przekonywać o tym pacjentów), że przy odrobinie motywacji można dokonać korzystnych dla zdrowia zmian w swoim stylu życia.

Jestem bardzo ciekawa co sądzisz na ten temat. Czy zdarzyło Ci się znajdować swojego lekarza w mediach społecznościowych? Szukać o nim informacji w sieci? Czy wizerunek budowany w internecie wpływa na Twoje spostrzeganie jego jako profesjonalisty?

Słowo o witaminie D czyli dlaczego wolę słoneczne, długie dni

Spoglądam przez okno, jest 7.30 a dopiero powoli odpuszcza poranny mrok. Kiedy wychodzę z pracy już zwykle zapada zmierzch, bo słońce zachodzi około godziny 15:30 – tak sobie zanotowałam zaczynając pisanie pod koniec grudnia. Teraz, w drugiej połowie stycznia jest już odrobinę lepiej, ale dodatkowo w Warszawie panuje spore zanieczyszczenie powietrza, więc promienie słoneczne docierają do nas w mocno ograniczonym zakresie…

Nie wiem jak Wy, ale ja w zimowe miesiące funkcjonuję gorzej – jestem senna, gorzej się koncentruję, mam mniej motywacji do treningów i działania. Jak się okazuje niedobór światła słonecznego wpływa źle również na nasz organizm. Chodzi mi konkretnie o jeden związek syntetyzowany w skórze pod wpływem słońca – witaminę D.

Dlaczego promienie słoneczne są takie istotne? Nie wdając się zbytnio w szczegóły biochemiczne pod ich wpływem nieaktywna prowitamina D jest przekształcana w prewitaminę D,  z niej zaś powstaje aktywna postać witaminy D3.

Aby organizm mógł “wyprodukować” wystarczającą ilość witaminy D należy spędzić na słońcu minimum 15 minut pomiędzy godziną 10 a 15 z odsłoniętymi nogami, ramionami i twarzą.

Bieganie w słonecznej Hiszpanii zdecydowanie dobrze wpływa na wytwarzanie witaminy D 😉

Wpływ witaminy D obejmuje między innymi:

  1. Gospodarkę wapniowo – fosforanową, a więc mają wpływ na budowę naszych kości. U dzieci niedobór witaminy D może prowadzić do krzywicy, u dorosłych m. in. do osteoporozy.
  2. Budowę mięśni – powoduje wzrost masy mięśniowej.
  3. Odporność organizmu
  4. Prawidłowy sen
  5. Zmniejsza prawdopodobieństwo rozwoju cukrzycy typu 1 a w cukrzycy typu 2 wpływa na wydzielanie insuliny.
  6. Zmniejszenie prawdopodobieństwa zachorowania na niektóre nowotwory (np. sutka, prostaty, jelita grubego).

Stężenie witaminy D3 – jak oznaczyć i jakie jest zapotrzebowanie?

eśli chcecie sprawdzić, czy nie macie niedoboru witaminy D, należy oznaczyć tak naprawdę 25-OH-witaminę D. Niektórzy lekarze uważają, że w populacji polskiej jest tak rozpowszechniony niedobór witaminy D, że nawet nie zalecają oznaczania jej stężenia, ale od razu suplementację.

Na pewno wskazania do oznaczenia stężenia 25-OH-D mają między innymi:

– kobiety w ciąży

– osoby starsze

– dzieci

– osoby otyłe

– pacjenci z zaburzeniami wchłaniania

– chorzy z podejrzeniem krzywicy, osteoporozy

– osoby z obniżoną odpornością

Optymalne stężenie to 30 – 50 ng/ml i do takich wartości dążymy.

Dzieci potrzebują 600 – 1000 j witaminy D na dobę, dorośli 800 – 2000 j. (osoby otyłe nieco więcej – 1600 – 4000 j.), a kobiety w ciąży 1500 – 2000 j. Dodatkowo zwiększone zapotrzebowanie na witaminę D mają osoby, które pracują na nocnych zmianach (a zatem odsypiają częściowo w dzień i jeszcze bardziej są narażone na niedobory) – jest to 1000 – 2000 j.

Suplementacja witaminy D – co i jak?Produkty spożywcze, które zawierają duże ilości witaminy D to m.in. ryby, nabiał, tran (1000 j w jednej łyżce stołowej). Uważa się jednak, że dieta nie do końca jest w stanie zapewnić właściwą dawkę witaminy D, dlatego warto przyjmować suplementy. Tu podaję dawki tylko w ramach suplementacji, leczenie niedoboru powinno odbywać się pod kontrolą lekarza.

DOROŚLI:

800 – 2000 IU/dobę w miesiącach kwiecień – wrzesień, chyba, że ekspozycja na promienie słoneczne nie jest wystarczająca, wówczas taką dawkę można utrzymać przez cały rok

DOROŚLI POWYŻEJ 65 rż:

800 – 2000 IU/dobę przez cały rok (ponieważ wytwarzanie witaminy D przez skórę nie jest tak efektywne jak u młodszych osób.

Aktualnie wraz z probiotykami to jedyny suplement, który przyjmuję.

Bibliografia:

Płudowski P, Kryśkiewicz E, Karczmarewicz E. Zasady suplementacji i standardy oceny zaopatrzenia organizmu w witaminę D w świetle jej działania plejotropowego. Postępy Nauk Medycznych , t. XXV, nr 3, 2012

5 produktów spożywczych, które służą Twojemu sercu

Odkąd jestem aktywna fizycznie staram się dbać o swoją dietę i chociaż zdarzają mi się mniejsze i większe grzeszki żywieniowe, to najlepiej czuję się kontrolując to, co wrzucam na talerz. Nie jestem dietetykiem i nie śledzę bardzo dokładnie nowych zaleceń żywieniowych, ale w kardiologicznych wytycznych i badaniach naukowych pojawiają się rownież pewne wskazania odnośnie produktów żywnościowych.

Mogłabym skupić się wyłącznie na oczywistościach typu warzywa, owoce, tluste ryby (jako źródło kwasów omega 3), ale chciałam Wam przedstawić kilka mniej oczywistych produktów, które przy okazji bardzo pasują do świątecznego klimatu 😊

Co zatem wrzuciłabym Wam do koszyka gdybyście wybrali się ze mną do supermarketu?

Orzechy Wytyczne Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego dotyczące prewencji chorób serca zalecają dzienne spożycie 30 g orzechów (niesolonych!). Taka porcja zmniejsza ryzyko sercowo-naczyniowe o około 30%. Dla ułatwienia “dawkowania” – 30g to tyle, ile mieści się na dłoni (jak na zdjęciu). Oczywiście należy pamiętać, że mimo całego dobrodziejstwa orzechy to kaloryczna przekąska 😉 niemniej jednak wybierając między kaloriami z chipsów albo orzechów zdecydowanie więcej korzyści przyniesie nam zjedzenie tych drugich.

Przy okazji orzechów warto wspomnieć też o migdałach – w jednym z badań opublikowanych niedawno w bardzo prestiżowym piśmie kardiologicznym (Journal of the American Heart Association) spożycie 1/3 filiżanki migdałów dziennie może zmniejszyć ryzyko choroby wieńcowej.

Czerwone wino Czerwone wino to jedyny alkohol jaki piję. Dobroczynny wpływ wina już opisywałam – to jeden z moich ulubionych tematów i jednocześnie najczęściej czytany na blogu tekst (tutaj).

Polecam Wam szczególnie włoski szczep Primitivo (to ze zdjęcia pochodzi z Lidla i kosztuje 19 pln).

Czekolada Z góry uprzedzam, że wielbiciele mlecznych czekolad czy Milki Oreo będą zawiedzeni – najzdrowsza jest czekolada gorzka, z największą zawartością kakao. To właśnie ono zawiera działające korzystnie flawanole, które mogą zmniejszać ciśnienie tętnicze, wpływać na poprawę funkcji poznawczych. W cytowanym już powyżej badaniu z migdałami okazało się, że połączenie spożycia ich wlaśnie z ciemną czekoladą i kakao potęgowało korzystny efekt.

Kawa Nawet 5 filiżanek kawy dziennie (w przeliczeniu na zawartość kofeiny daje to około 400 mg), nie wywiera szkodliwego wpływu na zdrowie, a wręcz przeciwnie – zmniejsza ryzyko chorób układu sercowo-naczyniowego, cukrzycy typu 2 czy chorób neurodegeneracyjnych. W badaniach naukowych picie 3-4 filiżanek kawy dziennie zmniejszało ryzyko zgonu z powodu chorób układu sercowo-naczyniowego. Picie umiarkowanych ilości kawy zmniejsza też ryzyko choroby wieńcowej oraz niewydolności serca. A co z chorymi na nadciśnienie? Te osoby (oczywiście mówimy tu o dobrze kontrolowanym, leczonym nadciśnieniu) powinny zmniejszyć spożycie kawy do 1-2 filiżanek dziennie, jednak nie rezygnować z niej całkowicie. Naukowcy twierdzą, że zwyżki ciśnienia tętniczego związane z piciem kawy nie są duże, a korzyści zdrowotne większe niż ryzyko związane z tymi niewielkimi wzrostami ciśnienia krwi.

Sięgając poza moją kardiologiczną “działkę” – kawa zmniejsza ryzyko występowania chorób nowotworowych (w badaniach wspominano o raku endometrium, prostaty, piersi). Dodatkowo badacze donoszą o dobroczynnym wpływie kofeiny na zdrowie psychicznie i mniejszą częstość występowania depresji. Aha – biegacze nie powinni obawiać się kawy – w badaniach nie dowiedziono, że wpływa ona na występowanie dodatkowych skurczów serca, co może dawać nieprzyjemne kołatania w trakcie wysiłku fizycznego.

Zielona herbata To alternatywa dla tych, którzy nie piją kawy lub jej nie lubią (ciężko mi w to uwierzyć, ale takie osoby istnieją 😉). Jednocześnie jest to jedyny produkt z listy, którego sama nie spożywam (nie piję prawie wcale herbaty). Korzystna “dawka” zmniejszająca ryzko chorób serca czy udaru to cztery lub więcej filiżanek. Za walory zdrowotne odpowiadają oczywiście zawarte w napoju antyoksydanty.

Z wpisu mogłoby wynikać, że spożywanie tych pięciu produktów naprawdę ochroni nas przed zawałem, udarem i innymi nieprzyjemnymi zdarzeniami. Muszę uczciwie przyznać, że niestety większość badań prowadzona była na małej grupie osób, co znacznie zmniejsza siłę takich zaleceń, jednakże wstępne korzystne wyniki mogą prowadzić do kolejnych prób – tym razem na większej ilości pacjentów. Niemniej jednak ja jestem przekonana, przynajmniej co do kawy i wina 😉

Jeśli uważasz mój tekst za wartościowy podziel się nim, skomentuj, zostaw po sobie ślad 😉

Pani doktor czy można wypocić przeziębienie? czyli krótko na temat aktywności fizycznej w chorobie

Sezon na przeróżne infekcje dróg oddechowych w pełni. Sama właśnie przez tydzień byłam uziemiona w domu i szczerze przyznaję, że ostatnia rzecz, o której myślałam to bieganie albo wygibasy na macie z moją skądinąd ulubioną trenerką Ewą Ch.

Przeglądając instagram i fitnessowo – biegowe profile wielokrotnie widziałam wpisy w stylu „Właśnie mimo przeziębienia zrobiłam dziś mega dobry trening”, „Ciężko było, bo mam straszny kaszel, ale poszło”, „Startowałam z gorączką i na antybiotyku, więc życiówki nie wybiegałam”, „Chorobę najlepiej wypocić na siłowni” (autentyki). Szczerze przyznam, że czytając takie opisy aż włos jeży mi się na głowie, ale nie jestem tu po to, żeby hejtować czy wyśmiewać, ale uświadamiać i edukować.

(Zdjęcie: źródło)

Z jakiegoś powodu opuszczenie treningu, nawet gdy zdrowie szwankuje, uznawane jest za wymówki i słabość charakteru. 

Choroba chorobie nierówna

Większość infekcji dróg oddechowych jakie dopadają nas w tzw. “sezonie”  to infekcje wirusowe takie jak przeziębienie czyli ostre zapalenie błony śluzowej gardła, nosa i zatok, grypa, większość przypadków zapalenia oskrzeli, to choroby wirusowe, czyli takie, w których antybiotyki nam nie pomogą (w końcu nie działają na wirusy). Należy wówczas włączyć leczenie łagodzące objawy, odpocząć, posiedzieć kilka dni w domu również po to, by choroba się nie rozwinęła. Nieco poważniejsze są zakażenia bakteryjne – niewielki procent zapaleń oskrzeli, zapalenie płuc. Tu już niezbędne jest włączenie antybiotyku, oczywiście po konsultacji z lekarzem. 

Trzy powody, dla których warto odpuścić trening / start w chorobie 

Zmniejszona efektywność treningu

W przypadku gorączki czy infekcji czynność serca jest podwyższona, a więc Wasze tętno spoczynkowe jest wyższe niż kiedy jesteście zdrowi. Wysiłek fizyczny spowoduje więc dalszy wzrost czynności serca, szybsze zmęczenie i większe obciążenie dla układu krążenia. 

Ryzyko zaburzeń elektrolitowych

Zwiększona potliwość pojawiająca się w infekcji, zwłaszcza przy niedostatecznej podaży płynów może prowadzić do odwodnienia i zaburzeń elektrolitowych. Te z kolei wpływają na zaburzenia rytmu serca. Połączenie ich ze startem w zawodach np. biegowych, którym dodatkowo towarzyszy stres i czynniki związane z współzawodnictwem, może stać się nawet przyczyną śmierci. Zatem “wypocenie” choroby na treningu wcale nie jest korzystne. 

Powikłania infekcji

Jedną z groźniejszych chorób, które wikłają infekcje jest zapalenie mięśnia sercowego. Ma ono najczęściej tło wirusowe, rzadziej bakteryjne. Objawia się bólami w klatce piersiowej, znacznym osłabieniem, pogorszeniem tolerancji wysiłku, a w skrajnych przypadkach może prowadzić do niewydolności serca, kardiomiopatii rozstrzeniowej (czyli nadmiernego powiększenia jam serca) czy nawet konieczności przeszczepienia narządu. Aktywność fizyczna może nasilać namnażanie się wirusów w mięśniu serca.  Leczenie zapalenia mięśnia sercowego to zakaz całkowitej aktywności fizycznej przez okres 3 – 6 miesięcy, a zatem chyba lepiej odpuścić sobie kilka dni niż potem pauzować przez pół roku. Dodam jeszcze, że zapalenie mięśnia sercowego jest jedną z najczęstszych przyczyn zgonów sportowców (nie tylko zawodowych) w trakcie zawodów sportowych.

W większości jesteśmy przecież amatorami…

Pozamedycznym argumentem, który przemawia przeciwko trenowaniu w przypadku infekcji jest fakt, iż ogromna większość z nas to amatorzy. Oczywiście sama wiem jak satysfakcjonująca jest życiówka na mecie biegu, która w końcu sama się nie zrobi i trzeba na nią zapracować na treningu. Domyślam się, że praca nad sylwetką w bikini fitness czy kulturystyce wymaga jeszcze większego rygoru dietetyczno – treningowego. Ale czy to wszystko warto robić kosztem własnego zdrowia? Chyba niekoniecznie 😉

 

 

 

 

Sześć moich ulubionych motywacyjnych cytatów o bieganiu 

Kiedy po raz pierwszy sięgnęłam po książkę Murakamiego “O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu” jeszcze sama nie biegałam i czytając zupełnie nie czułam tego, o czym pisze autor. Kiedy zaczęłam trenować i startować w zawodach wróciłam do tej książki – teraz miała dla mnie zupełnie inne przesłanie. 

Czytam dużo i uwielbiam kolekcjonować cytaty, które mnie inspirują, motywują, sprawiają, że chcę więcej. W mojej domowej biblioteczce jest sporo książek biegaczy i o bieganiu i dziś postanowiłam wybrać kilka fragmentów, które mają dla mnie szczególną moc. Niech będą dobrą inspiracją na rozpoczynający się tydzień.


“Kiss or kill. Pocałuj albo zabij. Pocałuj chwałę albo zgiń podczas próby. Porażka to śmierć, zwycięstwo to emocje. Walka jest tym, co wyróżnia zwycięstwo, zwycięzcę. Ile razy płakałeś ze złości i z bólu? Ile razy straciłeś pamięć, głos i rozum przez wycieńczenie? I ile razy w takiej sytuacji mówiłeś sobie “jeszcze raz! Jeszcze kilka godzin! Jeszcze jedno podejście! Ból nie istnieje, on jest tylko w twojej głowie. Kontroluj go, zniszcz go, wyeliminuj go i idź dalej”

Kilian Jornet – Biec albo umrzeć

***
“Strój przemoczony przez śnieg, targany wiatrem, który uderza cię w twarz i zamraża pot. Lekkie ciało, lekkie nogi. Czuć jak ciężar twoich nóg, ciężar twojego ciała skupia się na śródstopiu, na palcach twoich stóp i wywiera presję zdolną burzyć skaly, niszczyć planety i przemieszczać kontynenty. Nogi zawieszone w powietrzu, unoszące się jak lecący orzeł i biegnące szybciej od geparda (…) Człowiek nie kozę umrzeć nie dając z siebie wszystkiego, nie płacząc z bólu i na skutek odniesionych ran, człowiek nie może zrezygnować. Trzeba walczyć aż do śmierci”

Kilian Jornet – Biec albo umrzeć 

***

“Każdy człowiek potrzebuje innego lekarstwa na znękaną duszę. Większość ludzi przez całe życie poszukuje skutecznego środka; czasami w najdziwniejszych miejscach. Bywa, że szukają go w innym człowieku. A przecież tak naprawdę wystarczy się ruszać. Ruch jest cudownym lekarstwem (…) Bieganie było idealnym panaceum. Stanowiło ucieczkę przed chaosem nieposkładanych emocji – niecierpliwością, bólem, samotnością, frustracją. Jeśli kiedykolwiek się gubiłem, wystarczyło, że pobiegłem odpowiednio długo i odpowiednio daleko, by się odnaleźć”

Bill Rodgers “Maratończyk”

***

“Musisz wiedzieć jedno: źródłem przyjemności dla biegacza jest postęp. Bo o ile w życiu postępy trudno mierzyć, a czasami to po prostu niemożliwe, mnie wystarczyło otworzyć dzienniczek treningowy prowadzony w zeszycie za kilka centów i go przekartkować. Przed oczami miałem historię swojego fizycznego rozwoju: tu zacząłem, tu jestem. To jakby ująć wodze życia we własne ręce. Wczoraj przebiegłem osiem kilometrów, dzisiaj dziesięć, a za tydzień przebiegnę piętnaście. Im więcej inwestowałem, tym stawałem się lepszy. Czułem się dobrze. Czułem się sprawny. Miałem wrażenie, że dopiero teraz naprawdę wykorzystuję potencjał swojego organizmu. Żadna chemia świata nie zapewni ci takiego odlotu.”

Bill Rodgers – Maratończyk

***

“Bieganie jest dla mnie pożytecznym ćwiczeniem, a jednocześnie pożyteczną metaforą. Biegając dzień po dniu, biorąc udział w kolejnych wyścigach, stawiam sobie poprzeczkę coraz wyżej, a żeby ją przeskoczyć, muszę nad sobą pracować, sam siebie ulepszyć. Przynajmniej po to wysilam się każdego dnia: by podnieść wymagania względem siebie. Nie jestem w żadnym razie doskonałym biegaczem. Znajduję się na zwykłym, może nawet bardzo przeciętnym, poziomie. Ale nie o to chodzi. Chodzi o to czy byłem, czy nie byłem lepszy niż wczoraj. W biegach długodystansowych jedynym przeciwnikiem, jakiego ma się do pokonania, jesteśmy my sami i to, jacy byliśmy wczoraj.”

Haruki Murakami – O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu

***

“Kiedy myśli żeglują bez ładu i składu, nie znajdując wyjścia, zawsze zaczynam biec, żeby je uwolnić i móc zobaczyć wszystko o wiele wyraźniej z dystansu. Bieganie jest najlepszym sposobem na uporządkowanie codziennych spraw, ucieczkę od rutyny i rozwiązanie problemów, których nie jestem w stanie dostrzec, chociaż mam je przed sobą. Usłyszałem kiedyś, że aby móc przypatrywać się górze i szukać najlepszej drogi, nie można stać w połowie ściany albo u jej stóp, ponieważ skały i doliny zakryją inne ścieżki. Musisz odsunąć się od góry, żeby móc spojrzeć na nią w całości. To właśnie dlatego, kiedy myślę o bieganiu, muszę odsunąć się od aktywności, od potu i wysiłku, jak również od emocji, które popychają mnie, abym nadal szukał tego krajobrazu.”

Kilian Jornet  – Biec albo umrzeć

***

Masz jakieś swoje ulubione cytaty? 

Podeślij mi, chętnie poczytam!