Czy lekarze stosują się do swoich zaleceń? – mój rachunek sumienia

Jest takie angielskie powiedzenie “practice what you preach” czyli “postępuj zgodnie z głoszonymi zasadami”.

Osobiście uważam, że bardziej wiarygodny jest szczupły dietetyk, który do tego nie kończył dwóch weekendowych kursów tylko studia. Chętniej kupuję u sprzedawcy w sklepie sportowym, o którym wiem, że sam czynnie uprawia sport czy chodzę do kosmetyczki z piękną i zadbaną skórą, a na siłowni wybiorę trenera prezentującego super formę.

A jak to jest z lekarzami? Czy faktycznie dbamy o to, by nasz wizerunek był zgodny z głoszonymi zaleceniami? Czy ja o to dbam?

Jeszcze kilkanaście lat temu lekarz był traktowany niemalże jak Bóg. Mógł być niemiły, czasem nawet chamski, palić jak smok, a i tak pacjenci do niego wracali, trochę nie mieli wyjścia i wyboru. Portale typu Znany Lekarz zastępowały przekazywane sobie między pacjentami opinie.

Pamiętam jak mojego tatę w przychodni w naszym miasteczku przyjmował lekarz, który przy wejściu pacjenta do gabinetu gasił papierosa w stojącej na biurku popielniczce.

W dzisiejszych czasach pacjenci obserwują nas w mediach społecznościowych, sprawdzają opinie, pytają znajomych… często zanim trafią do konkretnego lekarza zostaje on dokładnie “zlustrowany” w sieci. Oczywiście wizerunek w internecie np. na instagramie można dziś łatwo wykreować, co niekoniecznie musi być zgodne ze stanem faktycznym, ale moim zdaniem prędzej czy poźniej prawda wychodzi na jaw 😉

Często jeśli choremu nie spodoba się to jak został potraktowany w gabinecie nie waha się przed wygłoszeniem swojego zdania przy znajomych, w sklepie, tramwaju, ale też w social mediach czy na portalach, gdzie lekarzom przyznaje się gwiazdki. Oceniany jest nawet ubiór lekarza (tak, czytałam takie komentarze o innych).

Mam wrażenie, że ta relacja zaczyna bardziej przypominać układ klient – wykonawca, zwłaszcza w prywatnych przychodniach. Ale to temat na inny wpis 😉

Bardzo chcę uniknąć wygłaszania opinii w stylu “lekarzom nie wypada”. Nie wytykam nikomu z kolegów złej diety ani palenia fajek, nie uważam się za lepszą, bo coś tam sobie biegam. Każdy z nas odpowiada za siebie, buduje swój własny wizerunek. Jednakże ja osobiście mam pewne zasady dotyczące stylu życia, do których się stosuję. Moje własne, prywatne, których się trzymam bo tak lubię i dzięki nim czuję się dobrze.

1. Palenie – nigdy nie paliłam nałogowo, ale zdarzało mi się na studiach i po nich “popalać” na imprezach. Jednak odkąd zaczęłam biegać, mocno te okazje ograniczyłam. Z czasem zauważyłam, że strasznie mi to nie służy i czuję się po prostu źle i śmierdząco. Wizerunek kardiologa, który tłumaczy pacjentowi, że papierosy to największe zło, a potem wychodzi przed przychodnię lub szpital na dymka, zupełnie mi się nie klei.

2. Jedzenie. Kilka lat temu stałam w kolejce do kasy w Biedronce, w koszyku same “zdrowe” rzeczy – jakieś sałaty, mrożonki, i inne takie fit foods a pani kasjerka bacznie mi się przygląda, w końcu zagaduje “Pani jest lekarzem, prawda? Pani mojego męża z zawału leczyła!” Śmiałam się wtedy opowiadając to znajomym, że całe szczęście akurat nie miałam ochoty na dużą czekoladę i chipsy. Odkąd pracuję w przychodni mogę sobie wreszcie pozwolić na regularne posiłki, które mam czas zrobić sobie sama w domu. Raz w tygodniu idę na jakiś tzw. cheat meal, jest to zwykle pizza, którą uwielbiam. Czytam skład tego, co kupuję. Uwielbiam ryby i jem je często, za to nie przepadam za mięsem. Mogę żyć bez słodyczy, chociaż bardzo polubiłam gorzką czekoladę. Moja słabość to chipsy, ale jak już nie mogę się powstrzymać to kupuję te z obniżoną zawartością tłuszczu.

Pizza to mój ulubiony “cheat meal”

3. Aktywność fizyczna. Jestem zdania, że powinna być przepisywana na receptę, mówię serio. Wzorując się na amerykańskich kardiologach czasem młodszym i ogarniętym smartfonowo pacjentom zalecam ściągnięcie aplikacji liczącej kroki lub zakup krokomierza i chodzenie. Proste, ale w dobie siedzenia za biurkiem przez 8-10 godzin udowadnia, że wcale nie trzeba poświęcać mnóstwa czasu na treningi. ZAWSZE pytam pacjentów w wywiadzie o aktywność fizyczną. Często rozmawiamy o sporcie, bieganiu, treningach, kontuzjach, sami mnie zresztą zagadują widząc na nadgarstku sportowy zegarek. A koledzy chętnie podsyłają mi biegających pacjentów. Mam wrażenie, że jestem bardziej wiarygodna, bo sama wiem jak to jest uprawiać sport.

Czerwone wino po półmaratonie? Czemu nie😉

4. Alkohol – artykuł o winie i jego wpływie na serce jest najchętniej czytanym na blogu. Ja osobiście z alkoholi najbardziej lubię właśnie czerwone wino. Nie przepadam za piwem więc nie piję go prawie wcale, a mocniejsze trunki też nie są moimi ulubionymi. Kiedyś zdarzało mi się wypijać kieliszek wina niemal codziennie do kolacji, ale kaloryczność alkoholu mnie odstrasza i teraz piję kieliszek czerwonego raz – dwa razy w tygodniu. Większe dawki znoszę źle, nawet coraz gorzej im jestem starsza, więc unikam 😂

5. Picie. Uwielbiam kawę! Nie ruszam się z domu rano bez wypicia kubka kawy z mlekiem, czasem espresso. Piję 2, maksymalnie 3 dziennie. Nie przepadam za herbatą, mam w domu tylko dla gości, bo sama jej nie piję. Lubię za to ziółka – np. pokrzywę (bo dobra na włosy i paznokcie). Mój podstawowy napój w ciągu dnia to woda – 2 – 3 litry dziennie. Czasem (raz – dwa razy w tygodniu) pozwalam sobie na colę zero w ilości 1 puszki.

6. Work – life balance. Od 1,5 roku nie pracuję w szpitalu, nie dyżuruję, nie zarywam nocek w pracy. Chociaż czasami troszkę brakuje mi szpitala to chyba ciężko byłoby mi teraz wrócić do czasów, kiedy miałam po 10 dyżurów w miesiącu. Teraz z kolei mam bardziej siedzącą pracę, tym bardziej chcę aktywnie spędzać czas poza nią.

7. Waga. Po studiach, na stażu schudłam około 20 kg i od tamtej pory staram się trzymać prawidłową wagę. Jeszcze zdarza mi się łapać na tym, że patrzę na siebie zbyt krytycznym okiem i oceniam “mogłabyś jeszcze schudnąć parę kilo”, ale im jestem starsza tym bardziej lubię swoje ciało i to jak się w nim czuję. Gdzieś tam w głowie jeszcze siedzi mi taki mały strach przed przytyciem, ale przestałam się już porównywać do innych, zwłaszcza lasek z Instagrama 😉

Ja w 2008 vs. 2017 roku

To chyba najważniejsze z moich “przykazań stylu życia”. Nie jestem wzorem, ale w porównaniu do moich nawyków sprzed kilku lat wykonałam sporą pracę, dlatego też wierzę (i staram się przekonywać o tym pacjentów), że przy odrobinie motywacji można dokonać korzystnych dla zdrowia zmian w swoim stylu życia.

Jestem bardzo ciekawa co sądzisz na ten temat. Czy zdarzyło Ci się znajdować swojego lekarza w mediach społecznościowych? Szukać o nim informacji w sieci? Czy wizerunek budowany w internecie wpływa na Twoje spostrzeganie jego jako profesjonalisty?

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s