Słowo o witaminie D czyli dlaczego wolę słoneczne, długie dni

Spoglądam przez okno, jest 7.30 a dopiero powoli odpuszcza poranny mrok. Kiedy wychodzę z pracy już zwykle zapada zmierzch, bo słońce zachodzi około godziny 15:30 – tak sobie zanotowałam zaczynając pisanie pod koniec grudnia. Teraz, w drugiej połowie stycznia jest już odrobinę lepiej, ale dodatkowo w Warszawie panuje spore zanieczyszczenie powietrza, więc promienie słoneczne docierają do nas w mocno ograniczonym zakresie…

Nie wiem jak Wy, ale ja w zimowe miesiące funkcjonuję gorzej – jestem senna, gorzej się koncentruję, mam mniej motywacji do treningów i działania. Jak się okazuje niedobór światła słonecznego wpływa źle również na nasz organizm. Chodzi mi konkretnie o jeden związek syntetyzowany w skórze pod wpływem słońca – witaminę D.

Dlaczego promienie słoneczne są takie istotne? Nie wdając się zbytnio w szczegóły biochemiczne pod ich wpływem nieaktywna prowitamina D jest przekształcana w prewitaminę D,  z niej zaś powstaje aktywna postać witaminy D3.

Aby organizm mógł “wyprodukować” wystarczającą ilość witaminy D należy spędzić na słońcu minimum 15 minut pomiędzy godziną 10 a 15 z odsłoniętymi nogami, ramionami i twarzą.

Bieganie w słonecznej Hiszpanii zdecydowanie dobrze wpływa na wytwarzanie witaminy D 😉

Wpływ witaminy D obejmuje między innymi:

  1. Gospodarkę wapniowo – fosforanową, a więc mają wpływ na budowę naszych kości. U dzieci niedobór witaminy D może prowadzić do krzywicy, u dorosłych m. in. do osteoporozy.
  2. Budowę mięśni – powoduje wzrost masy mięśniowej.
  3. Odporność organizmu
  4. Prawidłowy sen
  5. Zmniejsza prawdopodobieństwo rozwoju cukrzycy typu 1 a w cukrzycy typu 2 wpływa na wydzielanie insuliny.
  6. Zmniejszenie prawdopodobieństwa zachorowania na niektóre nowotwory (np. sutka, prostaty, jelita grubego).

Stężenie witaminy D3 – jak oznaczyć i jakie jest zapotrzebowanie?

eśli chcecie sprawdzić, czy nie macie niedoboru witaminy D, należy oznaczyć tak naprawdę 25-OH-witaminę D. Niektórzy lekarze uważają, że w populacji polskiej jest tak rozpowszechniony niedobór witaminy D, że nawet nie zalecają oznaczania jej stężenia, ale od razu suplementację.

Na pewno wskazania do oznaczenia stężenia 25-OH-D mają między innymi:

– kobiety w ciąży

– osoby starsze

– dzieci

– osoby otyłe

– pacjenci z zaburzeniami wchłaniania

– chorzy z podejrzeniem krzywicy, osteoporozy

– osoby z obniżoną odpornością

Optymalne stężenie to 30 – 50 ng/ml i do takich wartości dążymy.

Dzieci potrzebują 600 – 1000 j witaminy D na dobę, dorośli 800 – 2000 j. (osoby otyłe nieco więcej – 1600 – 4000 j.), a kobiety w ciąży 1500 – 2000 j. Dodatkowo zwiększone zapotrzebowanie na witaminę D mają osoby, które pracują na nocnych zmianach (a zatem odsypiają częściowo w dzień i jeszcze bardziej są narażone na niedobory) – jest to 1000 – 2000 j.

Suplementacja witaminy D – co i jak?Produkty spożywcze, które zawierają duże ilości witaminy D to m.in. ryby, nabiał, tran (1000 j w jednej łyżce stołowej). Uważa się jednak, że dieta nie do końca jest w stanie zapewnić właściwą dawkę witaminy D, dlatego warto przyjmować suplementy. Tu podaję dawki tylko w ramach suplementacji, leczenie niedoboru powinno odbywać się pod kontrolą lekarza.

DOROŚLI:

800 – 2000 IU/dobę w miesiącach kwiecień – wrzesień, chyba, że ekspozycja na promienie słoneczne nie jest wystarczająca, wówczas taką dawkę można utrzymać przez cały rok

DOROŚLI POWYŻEJ 65 rż:

800 – 2000 IU/dobę przez cały rok (ponieważ wytwarzanie witaminy D przez skórę nie jest tak efektywne jak u młodszych osób.

Aktualnie wraz z probiotykami to jedyny suplement, który przyjmuję.

Bibliografia:

Płudowski P, Kryśkiewicz E, Karczmarewicz E. Zasady suplementacji i standardy oceny zaopatrzenia organizmu w witaminę D w świetle jej działania plejotropowego. Postępy Nauk Medycznych , t. XXV, nr 3, 2012

5 powodów dlaczego nie przepiszę Ci antybiotyku…

…bez pełnych wskazań

Zainspirowana panującym sezonem infekcyjnym postanowiłam poruszyć krótko niezmiernie ważny temat – antybiotyki.

Z moich obserwacji wynika, że pacjentów można podzielić pod względem stosunku do antybiotyków na dwie grupy – ci, którzy bronią się rękami i nogami przed otrzymaniem leku z tej grupy oraz ci, którzy uważają go za rozwiązanie wszelkich problemów zdrowotnych – od kataru począwszy. Oczywiście mrugam tu okiem i uśmiecham się bo wiem, że mocno upraszczam. Rozsądny i świadomy pacjent nie neguje konieczności wzięcia leku, kiedy istnieją wskazania.

A oto dlaczego uważam, że przepisywanie antybiotyków powinno być zawsze uzasadnione:

1. Antybiotyki to leki działające na bakterie – mogą one wpływać bakteriostatycznie, a więc hamować namnażanie bakterii lub bakteriobójczo – zabijając komórkę bakteryjną. Ogromna większość infekcji układu oddechowego – przeziębienie, grypa, niektóre postaci zapalenia oskrzeli są pochodzenia WIRUSOWEGO. Zatem skoro nie ma bakterii antybiotyk jest absolutnie zbędny.

2. Oporność na antybiotyki. WHO czyli światowa organizacja zdrowia podaje, że nadużywanie antybiotyków i nieracjonalne ich stosowanie może prowadzić do stopniowego wytworzenia przez bakterie mechanizmów obronnych przed antybiotykami. W praktyce może to oznaczać, że w pewnym momencie antybiotyki po prostu przestaną być skuteczne. W skrajnych przypadkach (a takie są już niestety spotykane, zwłaszcza w szpitalach), bakterie są oporne na wszystkie dostępne antybiotyki…

3. Wpływ na układ pokarmowy. Antybiotyki poza rewelacyjnym działaniem na bakterie wywołujące zakażenie, maja rownież wpływ na te, które bytują w przewodzie pokarmowym i są dla nas dobre. Może to wywołać zaburzenia trawienia, wchłaniania, biegunki poantybiotykowe, a co za tym idzie niedobory niektórych ważnych składników – np. witamin. Dlatego jeśli już musimy przyjmować antybiotyk należy pamiętać o suplementacji probiotyków (zwykle lekarze zalecają je od razu przepisując antybiotyk, bardzo często przypominają też o tym farmaceuci w aptece przy zakupie leku).

4. Antybiotyk przepisany bez wskazań na nie skróci czasu trwania choroby. Niektórzy pacjenci uważają antybiotyk za magiczny środek na przedłużającą się infekcję. W dzisiejszych czasach każdy chciałby być wyleczony błyskawicznie, bo choroba ogranicza aktywność zawodową, fizyczną itp. Niemniej jednak nadal, wbrew reklamom, nie ma leku, który w dwa dni wyleczy nas z kataru czy grypy. Zwłaszcza, jeśli będziemy w tym czasie chodzili do pracy zamiast siedzieć w domu. I antybiotyk na nic się tutaj nie zda.

5. Nie ma czegoś takiego jak “słabszy antybiotyk”, “krótki antybiotyk”, “profilaktycznie przyjmowany antybiotyk”. Są konkretne wskazania, kiedy taki lek musi być włączony i ocenia je lekarz. Wszelkie prośby typu “proszę mi przepisać receptę, w razie czego, ja sobie wezmę jak mi nie będzie przechodziło” również nie powinny być respektowane.

Grafika ze strony Narodowego Programu Ochrony Antybiotyków (Źródło) gdzie znajdziecie jeszcze więcej informacji na temat racjonalnej antybiotykoterapii.

Tyle krótkich uwag ode mnie na temat antybiotykoterapii. Chętnie dowiem się jakie jest Twoje zdanie na ten temat.